Piaseczny i jego drużyna wygrali Bitwę na głosy!

Posted in Bitwa na głosy, Strona Główna

Andrzej Piaseczny i jego kielecka ekipa wygrali Bitwę na głosy. Mieliśmy nosa! W sierpniu Vipnews.pl wybrał się do Kielc, żeby zobaczyć, jak Piaseczny kompletuje swoją drużynę i wspomina najważniejsze miejsca swej młodości.Upał, choć nie ma jeszcze dziesiątej. Wielokolorowy tłum faluje pod bezchmurnym niebem Kielc. Morze rozgrzanych emocjami i słońcem głów, a w każdej tyle samo nadziei, że uda się wyśpiewać przepustkę do drużyny Andrzeja Piasecznego w „Bitwie na głosy”.
„Gdzie jest Andrzej? Gdzie jest Andrzej?” – skanduje pięciuset kandydatów do najlepszej szesnastki z Kielc. Najbardziej niecierpliwi przyjechali tu już o piątej rano. Kilkanaście minut po godzinie dziesiątej w drzwiach Domu Kultury pojawia się „Ich”Andrzej. Z trudem toruje sobie drogę pośród rozgorączkowanego tłumu. Czarny t-shirt, dżinsy z fantazją wpuszczone w buty za kostkę, w oczach radość i zaskoczenie. – Krzepi mnie to, że jest was aż tylu. Miałem dużą tremę, bo myślałem, że skoro są wakacje, to nikt nie przyjdzie na casting, i  że nie ma po co wstawać. Bardzo mi miło, że jest was aż taka ilość – wita się Piaseczny.

Pierwszy etap castingu do drużyny Andrzeja Piasecznego odbywa się w miejscu wyjątkowym, Domu Kultury im. Józefa Piłsudskiego w Kielcach. – Historia tego budynku jest imponująca. Ktoś kto się tym interesuje wie, że marszałek Piłsudski z Kielc wyruszał w kierunku Warszawy. Po jego śmierci urządzono tu mauzoleum. Choć on sam nigdy tutaj nie był, to wybudowano dla niego też osobisty apartament. To jest jedno z takich miejsc, w którym można poczuć ducha historii . Choćby w tej sali, w której rozmawiamy – opowiada Piaseczny, który z Kielcami jest związany od dwudziestu lat.  – Z tym miastem się zespoliłem i wrosłem w nie, chociaż od kilku lat mieszkam dwadzieścia kilometrów stąd, w górach Świętokrzyskich. Tutaj studiowałem i odnosiłem pierwsze sukcesy z zespołem „Mafia” – tłumaczy.

Na korytarzach Domu Kultury tłok nie do opisania. Jedni wypełniają ankiety, drudzy kotłują się w kolejce do rejestracji, jeszcze innym puszczają nerwy, więc szukają wsparcia u przyjaciół, z którymi tutaj przyjechali. Na pierwszym piętrze komisje castingowe przesłuchują uczestników, których głosy słychać nawet na dziedzińcu. Mocne, wibrujące, pełne nadziei i wiary w swoją szansę. Wśród kandydatów do drużyny Piasecznego mała blondynka w turkusowej tunice ze słonikiem na szczęście, której towarzyszą mama i ciocia. To 9-letnia Julka Palmowska z Kielc, jedna z najmłodszych uczestniczek castingu. – Miałam jechać z rodzicami na wakacje do Omiś w Chorwacji. Ale zrezygnowałam, bo wolałam przyjść na casting. To było zawsze moje marzenie. A nigdy przedtem nie było castingu w Kielcach. Cieszę się, że rodzice się na to zgodzili. Teraz próbują przełożyć nasze wakacje – mówi z uśmiechem dziewczynka.

W kolejce do przesłuchania z numerem K4024 czeka już pani Małgorzata Siemieniec z Kielc, najstarsza uczestniczka castingu. – Mam 59 lat, jestem na bezrobociu i czekam już na emeryturę. Ale czuję się o wiele młodziej. Byłam już na czterech castingach do „Szansy na sukces”. Sześć lat temu wystąpiłam nawet w programie z Katarzyną Gaertner w komisji – tłumaczy bywalczyni castingów. – Lubię słuchać utworów Andrzeja Piasecznego, ale to nie jest mój styl śpiewania, ja śpiewam arie. Głównie na ślubach i pogrzebach. A dodatkowo jeszcze studiuję w szkole dla organistów, bo chcę zostać organistą – dodaje Siemieniec.

Nie wiadomo czy Julka Palmowska i Małgorzata Siemieniec zauroczą swoim głosem komisję. Wiadomo natomiast, jakich ludzi do swojej drużyny szuka jej dowódca Andrzej Piaseczny. – To jest dla mnie dosyć proste pytanie. Dlaczego? Dlatego, że umiejętności muzyczne muszą być bezdyskusyjne. To jest rzecz bez, której nie uda się w tym programie zaistnieć. Ale – tak jak powiedziałem witając ich dzisiaj – liczę, że to będą ludzie, z którymi uda się zaprzyjaźnić. Nie tylko na tę jesień, daj Boże całą. Bo bez tej przyjaźni, nie ma radości muzykowania – wyjaśnia Piaseczny.

Kielce, choć nie są rodzinnym miastem Piasecznego, to bardzo ważny punkt na jego mapie wspomnień. To tutaj zaczynał swoją muzyczną drogę – najpierw z zespołem harcerskim, potem z „Mafią”, studiował na WSP, kierunek wychowanie muzyczne i mieszkał w akademiku „Melodia”. – W tym roku mija dwadzieścia lat od momentu, gdy utworzyliśmy zespół „Mafia”. Były nawet takie plany, aby zagrać jeden, dwa koncerty, ale niestety one spełzły na niczym. Być może to nie jest jeszcze ten moment. Myślę, że taka okoliczność zdarzy nam się na pewno, tylko nie wiem kiedy – tłumaczy Piaseczny, który przy okazji castingu do „Bitwy na głosy” pokazuje swoje miejsca w Kielcach.

Pierwszy na liście jest Pałacyk Tomasza Zielińskiego. – Dawno tutaj nie byłem. Zobaczymy czy serce zadrży mi mocniej, gdy wejdziemy do ogrodów – zastanawia się Piaseczny przed wejściem do środka. – Ten pałacyk związany jest ze mną i zespołem „Mafia”, bo na scenie w tym ogrodzie graliśmy nasz pierwszy koncert, złożony z samych coverów. To było 20 lat temu – tłumaczy rozglądając się ciekawie po miejscu, które – jak mówi – bardzo się od tego czasu zmieniło.

Stamtąd spacerem Piaseczny prowadzi nas na ulicę Mickiewicza, na Uniwersytet Jana Kochanowskiego, w którym studiował. Po drodze mijamy Plac artystów. Muzyk opowiada historię Kuby Rozpruwacza, najsłynniejszego w historii seryjnego mordercy, który nazywał się Józef Lis, pochodził z Kielc i przez 16 lat mieszkał przy ul. Hipotecznej, którą mijamy. Kiedy dochodzimy do kamienicy, w której znajduje się Uniwersytet Jana Kochanowskiego Piaseczny wspomina. – Ostatni raz byłem w tym budynku 15 lat temu. To tutaj na poważnie zaczęło się muzykowanie. Na schodach spotkałem kolegów, z którymi grałem w „Mafii”, a potem już jakoś poszło – mówi skromnie.

Worek ze wspomnieniami studenckimi Piasecznego rozwiązuje się po raz kolejny przed Akademikiem „Melodia”. – Kto nie mieszkał nigdy w akademiku, nic nie wie o życiu. Ja studiowałem w XX wieku, a teraz mamy wiek XXI, tych wszystkich budynków wtedy tu nie było – mówi z uśmiechem, rozglądając się dookoła. – Nie byłem studentem pierwszej kategorii, ale miałem genialnych profesorów, którzy byli bardzo pobłażliwi. Wtedy miałem już pierwsze sukcesy na swoim koncie. To, że skończyłem te studia to jest bardzo wielki sukces. Jestem nauczycielem wychowania muzycznego, ale nigdy nie uczyłem dzieci. I dobrze dla nich, bo nie jestem człowiekiem zbyt cierpliwym – opowiada i nie może sobie darować, aby po wielu latach nie wejść znów na daszek, tuż nad drzwiami akademika. Wtedy zdradza, dlaczego to takie ważne.  – To tutaj na tym daszku zagraliśmy kiedyś koncert. Zanim on się odbył dopytywałem się czy jego konstrukcja uniesie taki ciężar – cały zespół i sprzęt. Ale uniosła. Cały teren był zapełniony po brzegi studentami – wspomina. – W tym akademiku mieliśmy swoje pierwsze próby z „Mafią”. Dostaliśmy przydział na piwnicę bardzo małych rozmiarów. Zanim zagraliśmy nasz pierwszy koncert, to tam uczyliśmy się śpiewać i grać. Potem nas stamtąd wyrzucili. Nie wiem dlaczego – dodaje.

Fot. Studio 69 – Konrad Korgul

Ostatni punkt programu to słynna w Kielcach Kadzielnia, w której teraz znajduje się Amfiteatr. – To stare kamieniołomy, w których kiedyś znajdowała się kopalnia kruszców. Teraz jest to jeden z najpiękniejszych Amfiteatrów w Polsce – tłumaczy siadając na scenie. – To jest też miejsce, w którym od czasu do czasu występuję. I zawsze mama pełną widownię. To tutaj pierwszy raz przywitałem z Kielcami. Miałem chyba z 13 lat. Występowaliśmy z zespołem na festiwalu piosenki harcerskiej i dostaliśmy wtedy drugą nagrodę. To pierwsza duża scena, na której występowałem. „Witajcie w domu” – tak zawsze mówię, gdy rozpoczynam koncert – wspomina.

Renata Gratkowska – Vipnews.pl

 

# # # # # # # # # # #